TELEFON

11.8.16

Czwartek. Wstaję jak zwykle przed 7, otwieram drzwi i od razu rzuca się na mnie wygłodniały mops.
Podaję mu śniadanie. Sobie też robię, chociaż Ozzy chętnie zjadłby i moją porcję (mam nadzieję, że smakowała Tobie bułka, którą ukradłeś ze stołu parę dni temu!)

Niby ładna pogoda, ale wiadomo.. za zimno jak na tą porę roku, bo było kurwa jakieś 9 stopni! Wychodzę z domu i kroczę przed siebie. Słońce świeci, chmury na niebie jak z obrazka i nagle kilometr od domu orientuje się, że nie mam przy sobie telefonu!
Tragedia, bo nie wiem która godzina i czy zdążę na autobus. Tragedia numer dwa, bo akurat dzisiaj miałam do załatwienia zajebiście ważną sprawę, która można załatwić tylko telefonicznie. W końcu rozpacz, bo jak ja wytrzymam godzinę drogi do pracy bez muzyki i drogę powrotną! Byłam tak rozpędzona, że ledwo co udało mi się zatrzymać. Myślę, myślę i nagle olśnienie! "Jebać ten telefon!" I wiecie co? Zajebiście jest nie mieć przy sobie telefonu! Jakby mnie odłączyli od Matrixa. Jedynym minusem było to, że nie mogłam robić zdjęć po drodze, a przecież poranne słońce jest magiczne! Na początku jeszcze biłam się z myślami czy po niego wrócić, bo przecież w tych czasach bez telefonu jak bez ręki, ale jakoś udało mi się przeżyć... i było to całkiem przyjemne doświadczenie.
Mogłam na spokojnie poukładać myśli i zapisać co niektóre w notatniku (mam taki zawsze przy sobie w razie jakiejś inspiracji - polecam:) Morał z tego taki, że polecam z całego serca każdemu dzień bez telefonu, na prawdę warto. 

Poza tym zabieram się za odnowienie starej komody i mam nadzieję, że uda mi się ją przynajmniej zacząć robić w ten weekend. Zacząć tzn. ściągnąć lakier, a z tego co się orientuje będzie to trudna akcja. Trzymajcie kciuki, jak się uda to na pewno się pochwalę:)

(też sprzed roku - klimatyczny koncert Eric Shoves na Żoli)



Chciałam znowu wrzucić BMTH ale nie wypada tak zanudzać :) 

PEACE&LOVE!




You Might Also Like

0 comments